El Día de Reyes Magos

Felices Reyes! Takie życzenia składamy sobie 6 stycznia w Hiszpanii. Jednym z najważniejszych dni podczas obchodzenia hiszpańskich Świąt Bożego Narodzenia jest el día de Reyes Magos (Dzień Trzech Króli). Jest to dzień długo wyczekiwany przez dzieci, które wcześniej piszą do Królów listy z prośbą o wymarzone prezenty (widzieliśmy miejsce na kartki nawet przy sklepie mięsnym!).

Czytaj dalej

日本 Japonia. Kraj Wschodzącego Słońca.

 Zabierałam się do tego bardzo długo, ale przez dłuższy czas nie mogłam patrzeć ani na zdjęcia ani na filmy, które zrobiłam w Japonii. Wywoływało to we mnie zbyt dużo emocji. Chyba zbliżający się koniec roku mnie do tego zainspirował. Zrobiłam film, który ma wiele wad, ale jeszcze więcej wspomnień. Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu podsumowującego mój trzymiesięczny pobyt w Kraju Wschodzącego Słońca.
Czytaj dalej

Makaron z piachem

Witamy w drugim poście na temat Gran Canarii (pierwszy tu). Już wiemy, że Wyspy Kanaryjskie są miejscem pełnym zdradliwej etymologii. Dodam, że stanowią one część Makaronezji. Makaronezja powinna być czymś zbudowanym z makaronu, prawda? Albo przynajmniej zamieszkanym przez włoskie babcie gotujące go stale w wielkich garach tuż obok jeszcze większych garów z sosem pomidorowym? Tymczasem to kolejna językowa pułapka. Makárōn nêsoi oznacza po grecku „Wyspy Szczęśliwych” (serdeczne pozdrowienia dla naszej ulubionej Greczynki Evi S). Chciałbym każdego dnia zajadać się makaronem, który sprawia że życie staje się szczęśliwe : ) tymczasem czuliśmy się prawdziwymi szczęśliwcami podczas naszego pobytu na Gran Canarii.

Czytaj dalej

Wyspa Psów

Marzyłam o lecie, a lato uciekało. I to w Madrycie! W wolnych chwilach sprawdzałam połączenia lotnicze, aż pewnego dnia natrafiłam na okazję. Gran Canaria. 50 euro w dwie strony. „Lecimy?” Spytałam Kuby, a on obojętnie się zgodził Czyżby mi nie wierzył? Często mówię mu o promocjach lotniczych do przeróżnych części świata. Tym razem na samych słowach się nie skończyło, a ja zaraz po kupnie biletów byłam już na wyspie (co prawda w wyobraźni).

Czytaj dalej

Pod marokańskim niebem

Pierwsza część.

Zabraliśmy nasze rzeczy i poszliśmy do samochodu Kamala. Podczas gdy siedzieliśmy z tyłu, powiedział podekscytowanym głosem:

A więc jedziemy w głąb pustyni, będzie was to kosztować 30 euro na głowę”.

Było coś czego nie wiedzieliśmy. Kamal miał własny biznes turystyczny i używał CouchSurfingu żeby znaleźć nowych klientów.

Czytaj dalej

Po drugiej stronie Atlasu

Po dwunastogodzinnej podróży autobusem przez góry Atlas, w końcu wysiedliśmy w Tagounite. Rozglądaliśmy się niepewnie. Pewien nieznajomy ubrany w dżellabę i turban podszedł do nas mówiąc coś po francusku. Coś z czego nic nie mogliśmy zrozumieć. Nie był taksówkarzem a i tak poszliśmy z nim do samochodu. Próbował z nami rozmawiać, ale gdy zrozumiał, że nie możemy się porozumieć przestał. Było bardzo ciemno, a my jechaliśmy na pustynię. Nie było wokół budynków. Piasek. Wszędzie piasek. Nie wiedzieliśmy gdzie jedziemy. Baliśmy się ale jednocześnie byliśmy podekscytowani. W końcu dostrzegliśmy coś w oddali. Wyglądało to jak zamek z piasku. To była kasba. Prawdziwa kasba pośrodku pustyni.

Czytaj dalej

6 Rewelacyjnych Koreańskich Potraw

Przed przyjazdem do Południowej Korei nie wiedziałam wiele o tym kraju, tym bardziej nie wiedziałam o jego kuchni (Raz dwóch Koreańczyków przygotowało dla mnie i Jakuba kolację, ale użyli głównie polskich składników więc nie wiem czy to się liczy). Przed Koreą Południową byłam w Japonii, wszystko wydawało mi się tam doskonałe. Powiedziałam sobie „Lecę do Korei Południowej ale pewnie jedzenie nie będzie tak dobre jak w Japonii”. Byłam w wielkim błędzie! Nie jestem weganką ale w Japonii jadłam dużo warzyw (czasem ryby) nawet mi się to podobało ale wiedziałam, że gdzieś głęboko tęsknię za mięsem. Później wylądowałam na lotnisku Seoul Incheon.

Czytaj dalej