Gdy kwitną wiśnie

Kiedy myślałam o Japonii, jeszcze na długo przed moim pierwszym przyjazdem, przed oczami miałam kwitnące wiśnie. Czytałam wiele relacji z przebiegu hanami 花見 (zwyczaj podziwiania kwiatów). Wiedziałam, że Japończycy kwitnące wiśnie celebrują poprzez spędzanie czasu ze znajomymi lub rodziną pod drzewami. Moja spontaniczna decyzja o wyjeździe do Japonii była powiązana ze skończonymi studiami, i wypadła na listopad 2013 roku, czyli zimę. Kiedy po trzech miesiącach opuszczałam Japonię myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej do niej wrócić. Kiedy po raz kolejny trzymałam w ręku bilet w jedną stronę, nie wiedziałam jeszcze na jak długo do Japonii lecę. Pomimo mojej miłości do Japonii chciałam wracać jak najszybciej, bo ciężko znosiłam rozłąkę z Kubą. Ale to właśnie on namawiał mnie bym poczekała do kwitnących wiśni (po japońsku wiśnia to 櫻 sakura) „Przecież zawsze chciałaś je zobaczyć”.

I zostałam. Równy miesiąc spędziłam w Hitachinace, z moją japońską rodziną. Kiedy pojawiły się prognozy sakur kupiłam bilet powrotny, i ustaliłam że pojadę do Tokio na tydzień przed odlotem. By pod kwitnącymi wiśniami cieszyć się ostatnimi dniami w Japonii. Sakury najwcześniej zakwitają na Okinawie, stopniowo rozkwitając na całej długości Japonii, najpóźniej kwitną na Hokkaido. Chciałabym się kiedyś wybrać w podróż ścigając sakury od południa na północ :}  Rodzajów wiśni jest ponad 200, ten najpopularniejszy rodzaj nazywa się Somei Yoshino. Ich płatki są blado-różowe, a kwitną krótko, przez około tygodnia i to kolejny powód, dlaczego są wyjątkowe.

Do Tokio przyjechałam w piątek 27 marca, kiedy wiśnie nie zakwitły jeszcze w pełni. Tego dnia udałam się do parku Ueno. Było tam kilka kwitnących drzewek a pod nimi tłumy ludzi. Przyznam, że trochę mnie to zasmuciło bo swoje pierwsze hanami wyobrażałam sobie jako delektowanie się pięknymi widokami, a towarzystwo z kijami do selfie trochę mi ten obraz popsuło (niektórzy przyciągali gałęzie do siebie, wyrywając przy tym kwiaty!). Zagryzłam jednak zęby i pomyślałam, że może dopadło ich pewne szaleństwo ekscytacji. Mi też się to czasem zdarza, choć nie w takim stopniu.

Kiedy nadszedł tzw full bloom – pełnia kwitnienia, 満開 mankai wybrałam się na swój pierwszy piknik do parku nad rzeką Sumida. Była niedziela i trudno było znaleźć miejsce, jednak po dłuższej chwili udało nam się znaleźć kawałek ziemi. Mój znajomy Ryoji miał ze sobą specjalne folie do siedzenia, zostawił mnie na naszym miejscu a sam poszedł kupić „zestaw hanami”. Wrócił z piwami i przekąskami typu ośmiornica, suszona ryba, kiełbaski, czipsy o smaku krewetki i innymi dobrze współgrającymi z piwem smakołykami. Popijając moje ulubione japońskie piwo Yebisu rozglądałam się dookoła. Było tak jak sobie wyobrażałam. Pięknie kwitnące wiśnie, weseli Japończycy i… alkohol. Było coś czego nie uwzględniłam w swoich wyobrażeniach. Wszyscy pili (oprócz nastolatków i rodziców z dziećmi)! Kiedy zbieraliśmy się stamtąd pod wieczór wszyscy byli pijani. Tak, Hanami to nic innego, jak wielka popijawa.

Nie mam nic przeciwko temu. Japończycy nawet po kilku kolejkach zachowują się spokojnie. Owszem rozwiązuje im się język, stają się trochę głośniejsi, śpiewają, zagadują (nawet gaijinów!) ale to tyle. Nie śmiecą, a nawet dokładnie po sobie sprzątają. Nie biją się, ani nie awanturują. Cieszą się z wyjątkowego czasu hanami z odrobiną czegoś mocniejszego, ot co!

Kolejne pikniki spędzałam w Parku Yoyogi i Ueno, a także jeden, krótki w Kawagoe na Sakura Matsuri (Festiwalu Wiśni). W potrzebne artykuły zaopatrywaliśmy się ze znajomymi przed usadowieniem się na dogodnym miejscu w konbini (czyli convienence store, zazwyczaj kupowaliśmy kilka kartoników sake za 250 yenów jeden), ale były momenty kiedy trzeba było dokupić więcej i z pomocą przychodziły specjalne budki z jedzeniem i napojami, postawione w parkach specjalnie na sakury.

Podczas hanami poznałam wiele nowych osób. Proponowano nam wspólną grę w karty (Babanuki- bardzo ciekawa gra), wspólne toasty (Kampai!), propozycje wyjścia na karaoke, albo po prostu podchodzili zapytać się skąd jesteśmy. W dzień wylotu udało mi się jeszcze spędzić trochę czasu pod wiśniami, których płatki już opadały i unosiły się w powietrzu. Atmosfera była naprawdę przyjazna, pogoda piękna a ja psychicznie szykowałam się do powrotu ciesząc się z czasu jaki dany mi było spędzić w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Advertisements

8 thoughts on “Gdy kwitną wiśnie

  1. Ha, ja to się jednak cały czas dokształcam 😉
    Najpierw od Halików dowiedziałam się jak nazywa się sakura w dzwonki, a teraz Somei Yoshino. Botanicznie mi ta wiosna wychodzi 🙂
    Dzięki Jowita, bardzo fajny, lekki i taki… wiosenny wpis 🙂

  2. Spełnianie marzeń jest cudowne! Mam w Hamburgu namiastkę tego święta. Gdy kwitną wiśnie mieszkający tu Japończycy zbierają się w Planten un Blomen, gdzie jest ogród japoński i mnóstwo innych narodowości do nich dołącza:).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s