Park Śnieżnych Małp Jigokudani

Mogliście dowiedzieć się z tego wpisu, że głównym powodem dla którego zdecydowałam się do Japonii przylecieć był projekt 100 historii zorganizowany przez Hoshino Resort. Oprócz noclegów Hoshino zapewnił uczestnikom pięciodniowy JR East Pass (karnet, który umożliwia jazdę pociągami JR za darmo). Planowałam go głównie wykorzystać na podróżowanie w okolicach Nikko, ale stwierdziłam, że jednego dnia mogę pojechać trochę dalej. Zdecydowałam się pojechać do Yudanaki.

 Udałam się na stację Tokyo wcześnie rano. Jak się okazało zbyt wcześnie bo miałam wiele czasu przed odjazdem pociągu ale zdecydowałam się poczekać na peronie. Byłam podekscytowana bo czekała mnie pierwsza podróż shinkansenem. Zauważyła to para Japończyków w podeszłym wieku, którzy podeszli do mnie. Miło zaskoczyła mnie ich znajomość angielskiego, wdaliśmy się w krótką dyskusję. Kiedy nadjechał mój pociąg upewnili się, że do niego wsiadłam i …pojechałam. Jechało się bardzo przyjemnie. Problem z japońskimi pociągami jest taki, że łatwo w nich zasnąć. Nikt nie rozmawia, pociąg szybko sunie, jest ciepło i mój problem ze snem znika. Kiedy pasażer siedzący obok mnie wyciągnął swoje bento, nie byłam gorsza- miałam przyogotowane na tę okazję onigiri.

Podróż do Nagano zajęła niewiele ponad 1,5 godziny. Żeby dojechać do Yudanaki musiałam przesiąść się na lokalny pociąg, który ku mojemu zdziwieniu nie należał do spółki JR i musiałam kupić bilet. Kosztował około 30 złotych. Do Yudanaki jechałam kolejną godzinę ale co to była za podróż! Nie mogłam wyjść z podziwu, że tego samego dnia byłam w dość ciepłym Tokio a teraz jadę pociągiem przez śnieżne zaspy. Śnieg, piękne góry, i wiejskie życie.

Bałam się, że nie będę mogła znaleźć mojego ryokanu ale na dworcu w Yudanace działała sprawna informacja turystyczna. Wytłumaczyli mi jak do niego dojść, a jeden Pan mnie nawet zaprowadził mnie do ulicy, którą powinnam iść cały czas prosto. Po 15 minutach doszłam do Maruka Ryokan. Dzień wcześniej mój znajomy zadzwonił tam informując, że przyjadę 2 godziny przed zameldowaniem. Myślałam, że po prostu gdzieś posiedzę i poczekam, ale właściciele od razu zaprowadzili mnie do pokoju. Nie mówili po angielsku, ale nie mieliśmy problemów z komunikacją. Byli przemili! Jeden z właścicieli wziął moją walizkę, drugi pokazywał jak iść, a właścicielka nakładała mi kapcie na stopy 😉 Od razu przypomniał mi się ryokan w którym pracowałam. Długie korytarze i wszechobecny mróz.

Zapytałam ich jak dostać się do Parku małp i powiedzieli, że mogą mnie tam zawieźć. Zapytałam czy mogą mnie tam zawieźć za godzinę i oczywiście się zgodzili. Mogłam przez ten czas odpocząć i nacieszyć się moim pokojem. Wiele jest rzeczy i miejsc, które w Japonii uwielbiam, a ryokany darzę szczególnym uczuciem. Ich atmosfera mnie relaksuje, a zapach podłogi tatami wpływa na mnie bardzo pozytywnie 😉 Zrobiłam sobie zieloną herbatę, która czekała na mnie w pokoju wraz z przekąską i przyglądałam się śnieżnym widokom zza okna.

O ustalonym czasie zeszłam na dół. Właściciel ryokanu zawiózł mnie do miejsca z którego do Parku było 1,8 km i trzeba było iść na piechotę. Zapytał o której ma po mnie przyjechać. Nie wiedziałam, jak długo będę szła i jak długo tam zostanę, ale powiedziałam by przyjechał za 2,5 godziny. Zaczęłam wędrówkę i żałowałam, że nie powiedziałam by przyjechał po mnie później bo droga do łatwych nie należała. Podejście nie było strome, ale było dużo śniegu i było dość ślisko. Droga prowadziła przez las, który jest częścią Narodowego Parku Jōshin’etsu-kōgen

Starałam się iść w miarę szybko, ale czasem przystawałam zrobić zdjęcie. Po drodze znajdowała się mała świątynia i piękny ryokan Korakukan z gorącymi źródłami, do których schodzą czasem małpy. Z Parku, do którego trzeba wejść po schodach można ten ryokan zoabaczyć z góry. Jeśli ktoś ma lornetkę to może przyjrzeć się dokładniej mężczyznom wygrzewającym się w źródełku. Ja musiałam nacieszyć się moim marnym zoomem 😉

Do celu doszłam w 30 minut. Na Park małp miałam 1,5 godziny (bo drugie 30 minut musiałam wracać). Jak się jednak okazało półtorej godziny to wystarczający czas, ponieważ park nie jest duży. Składa się na niego jeden onsen, w którym siedzi sporo japońskich makaków. Można zejść niżej do rzeki, tam czasem też się pluskają małpki. Część małp łazi sobie po górach, część siedzi na schodach, a część na drzewach. Nigdy nie widziałam małp na wolności dlatego było to dla mnie ciekawe doświadczenie. Kupując bilet, który kosztował 500 jenów trzeba było przeczytać regulamin zakazujący karmienie i dotykanie małp. Dowiedziałam się również, że Jigokudani oznacza Hell’s Valley czyli Dolina Piekła. Nazwali ją tak mieszkańcy, bo strome klify i gorąca buchająca para wodna przypominała im piekło.

Moje ogólne wrażenie było pozytywne. Wszyscy zachowywali się w miarę cicho. Nikt małp nie drażnił, wyglądały one na zrelaksowane i nieprzejmujące się ludźmi wokół. Większość czasu spędziłam na robieniu zdjęć, przysiadłam na chwilę przy dwóch śpiących małpach i zbierałam się do powrotu. Do miejsca spotkania z właścicielem ryokanu dotarłam 10 minut po czasie. Gdy usłyszał, że mi się podobało „Tanoshii katta!” bardzo się ucieszył.

W pokoju zjadłam kupiony wcześniej zestaw sushi i wyszłam przejść się po okolicy. Yudanaka to właściwie w większości same ryokany. W wielu miejscach z kanalizacji bucha para, a w powietrzu czuć zapach mydła. Wieczorem sama wskoczyłam do onsenu, który znajdował się w moim ryokanie ale woda była tak gorąca, że długo w nim nie posiedziałam. Wróciłam do ciepłego pokoju (włączyłam wcześniej piecyk, który się tam znajdował), i wskoczyłam na futon. Następnego dnia czekała mnie kolejna podróż, dlatego poszłam wcześnie spać śniąc o japońskich makakach.

Advertisements

7 thoughts on “Park Śnieżnych Małp Jigokudani

  1. Niesamowicie mnie cieszą twoje wpisy z Japonii. Wycieczka tam to moje największe marzenie.
    Małp się boję i miałam z nimi pierwsze spotkanie tydzień temu na plaży w Tajlandii. Nie podobało mi się, jak niektórzy turyści je zaczepiali, przez co i one odpowiadały agresją. Wychodzi na to, że turyści w Japonii mają większą klasę 😉

  2. Widziałam już kiedyś zdjęcia z Parku Śnieżnych Małp i za każdym razem jakoś strasznie mnie to miejsce rozczula. Natomiast po Twoich fotografiach stwierdzam jedno – dobrze, że w Polsce nie było teraz aż tak śnieżnej zimy 😉

  3. ale magia! bardzo nie lubię małp, więc też ucieszyłam się, że jeżeli kiedyś tam uda mi się trafić, to nie będą mnie zaczepiać 😀
    inna sprawa, że nie czytałam jeszcze nigdy o niemiłych Japończykach – i z Twojego wpisu, i z innych, wynika, że można czuć się, wręcz, przytłoczonym ich serdecznością 🙂

  4. Przyznaję, że nie znam Japonii i w związku z tym nie rozumiem niektórych słów, które używasz:). Co ze mnie za ignorantka! Musiał mi pomóc wujcio G. Ale jak już wiem, kto co jadł, co to jest ryokan, futon, itp. to już lepiej rozumiem i od razu lepiej mi się czyta.

  5. Też teraz byliśmy w Yudanace i małpim parku. Nawet się moczyłam w tym onsenie Korakukan po drugiej stronie rzeki – poczekam, aż chłopy sobie pójdą i owinięta ręcznikiem wyszłam na ten tarasik.
    Niestety my nocowaliśmy w Nagano w zwykłym hotelu, nie ryokanie.

    PS. nas też zaskoczyło, że znajomość angielskiego Japończyków znacznie się poprawiła od naszej (2,5 roku temu), czy nawet mojej ostatniej (1,5 roku temu) wizyty. Idzie nowe…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s