Makaron z piachem

Witamy w drugim poście na temat Gran Canarii (pierwszy tu). Już wiemy, że Wyspy Kanaryjskie są miejscem pełnym zdradliwej etymologii. Dodam, że stanowią one część Makaronezji. Makaronezja powinna być czymś zbudowanym z makaronu, prawda? Albo przynajmniej zamieszkanym przez włoskie babcie gotujące go stale w wielkich garach tuż obok jeszcze większych garów z sosem pomidorowym? Tymczasem to kolejna językowa pułapka. Makárōn nêsoi oznacza po grecku „Wyspy Szczęśliwych” (serdeczne pozdrowienia dla naszej ulubionej Greczynki Evi S). Chciałbym każdego dnia zajadać się makaronem, który sprawia że życie staje się szczęśliwe : ) tymczasem czuliśmy się prawdziwymi szczęśliwcami podczas naszego pobytu na Gran Canarii.

Po spędzeniu jednej nocy w La Veguecie przenieśliśmy się w okolicę Las Canteras, tuż obok ładnej, długiej plaży. Dzięki naszemu amigo Imanolowi, którego spotkaliśmy w Szkocji znaleźliśmy gościnne schronienie z Rafą z Salamanki, Marią z Walencji i Juan Pablem z Urugwaju. Wszyscy byli dla nas bardzo mili. Rafa dał nam kilka wskazówek na temat psychologii, Maria pożyczyła nam sprzęt do snorkelingu a Juan Pablo upewnił nas w przeświadczeniu że mamy problemy ze zrozumieniem argentyńsko-urugwajskiego dialektu hiszpańskiego.

Poświęciliśmy trochę czasu, aby rozkoszować się piaskiem i wodą. Na początku cieszyliśmy się snorkelingiem – trudno nam porównywać doświadczenia bo do tej pory tylko raz próbowaliśmy, ale mieliśmy naprawdę świetną zabawę goniąc kolorowe rybki, czuliśmy się jakbyśmy zanurzyli głowy w fantastycznym podwodnym królestwie. A wystarczy tylko zwykła maska i rurka! Rafa ostrzegł nas, że na atlantyckie fale trzeba uważać. To rzeczywiście bardzo dobra rada – zawsze należy zachować ostrożność podczas kąpieli w oceanie. Znamy pewną Chorwatkę, która pływa jak syrena, ale ponieważ jest przyzwyczajona do fal Adriatyku w oceanie pewnego razu prawie utonęła. Więc weźcie to sobie do serca! Zachowując wymaganą ostrożność nie mogliśmy odmówić sobie przyjemności aby zanurzyć się choć trochę w wielkie fale. Tyle frajdy daje gdy ściana wody uderza po plecach i bawi się tobą jak marionetką.

Podczas gdy dogadzaliśmy sobie takimi dziecinnymi bądź co bądź zabawami, niektórzy wykorzystywali fale w jeszcze lepszym celu. W Las Canteras było prawdziwe zatrzęsienie surferów. Wielu przychodziło na lekcje surfingu, ale niektórzy byli profesjonalistami i aż miło było popatrzeć na ich popisy! Rafa i znajomi polecili nam pojechać do Tejedy i to na pewno był dobry pomysł – interior wyspy jest bogaty we wspaniałe krajobrazy, jest dość górzyście. Pod presją czasu zdecydowaliśmy jednak, że podzielimy resztę naszego pobytu między dwie atrakcje Jardín Botánico (ogród botaniczny) i słynne wydmy w Maspalomas.

Dojazd do ogrodu nie był przesadnie łatwy. Jeśli czytaliście poprzednią notkę, to już wiecie, że na autobusy na Gran Canarii mówi się „guagua”. Teraz kolejna informacja: są żółte i zielone guagły. Żółte to miejskie autobusy Las Palmas, zielonymi dojedzie się dalej. Ogród był tuż za miastem. Oczywiście nie chcieliśmy płacić więcej za zieloną guagłę bo wiedzieliśmy że żółta może nas dowieźć „prawie” tak samo daleko. Powiedzieliśmy kierowcy dokąd zmierzamy a on wysadził nas przy jakiejś ścieżce pełnej kaktusów i jaszczurek.

To akurat było bardzo fajne, ale gdyby nie pomoc miejscowej pary prawdopodobnie nigdy nie trafilibyśmy do ogrodu botanicznego. Z praktycznych porad – wzięliśmy autobus nr 25 kierunek Campus Tafira jedzie tam więcej autobusów, radzimy sprawdzić Guagua na stronie która ma zaskakująco logiczną nazwę – http://www.guaguas.com, kierowca zawiózł nas do ostatniego przystanku a potem podjechał do małego ronda i tam zostawił przy ścieżce którą doszliśmy do innej części kampusu, gdzie musieliśmy przejść przez kampus i dalej wzdłuż dużej ruchliwej drogi (jakieś 20-30 minut spacerem). Jeśli akurat nie macie żadnej mapy pod ręką, zawsze możecie spytać tubylców, zasadniczo są mili! Albo po prostu jedźcie tym zielonym autobusem i będzie prościej ^^.Wejście do ogrodu jest bezpłatne, a widoki są oszałamiające. Spacer daje jeszcze lepsze wrażenia. Kilka razy czuliśmy jakbyśmy się wybrali z wizytą do dżungli. Wróciliśmy do miasta poprosiwszy parę studentów na parkingu kampusu żeby nas podwieźli. Taki mały kanaryjski autostop : )

W sumie łatwiej było dostać się do wydm w Maspalomas, mimo że podróż zajmuje nieco więcej czasu, ponieważ są one na południowym krańcu wyspy. Wiecie już, że nie można ufać kanaryjskiej etymologii ale czasem nawet nazwy miejsc same w sobie sprawiają wrażenie jakby chciały wystrychnąć turystów na dudka. Powtórzcie sobie szybko – Las Palmas, Maspalomas, mas palmas, las malomas… Może to tylko nasze subiektywne odczucie. Autobus do Maspalomas można wziąć na przykład z dworca autobusowego San Telmo – ostatni przystanek to Faro Maspalomas czyli latarnia w Maspalomas. Bilet można nabyć w automacie, podróż tam i spowrotem kosztuje 8 euro. Gdy już dojedziecie nie da się przegapić wydm. Jest tam naprawdę sporo turystów (nie byliśmy tam bynajmniej w szczytowym okresie – musi być jeszcze gorzej!). Najpierw stwierdziliśmy, że to po prostu kupa piasku w jednym miejscu, ale po kilku minutach spaceru w słońcu w końcu wyobraziliśmy sobie że jesteśmy beztroskimi dzieciakami maszerującymi w ogromnej piaskownicy.

Wokół było wielu nudystów ale nie przeszkadzało nam to cieszyć się naszymi małymi wakacjami. I tak skakaliśmy sobie i galopowali po wydmach aż nagle zauważyliśmy że w krzakach tuż obok jeden pan bawi się z drugim w skakanie przez kozła. Tylko że nie było tam żadnego kozła a ten pan choć podskakiwał i podskakiwał to nie mógł drugiego pana przeskoczyć. Do tamtej chwili czuliśmy się jak dzieci, wtedy nasze wyimaginowane dzieciństwo prysło i uciekaliśmy z tej minipustyni szybciej niż wielbłąd na wyścigu wielbłądów w Emiratach Arabskich. Później nasi przyjaciele wyjaśnili nam, że tego typu rzeczy zdarzają się w Maspalomas. Cóż … Wciąż byliśmy szczęśliwi, że piasek był tak ciepły i że stojąc na szczycie wydmy czuć małe ziarenka piasku, którymi masuje wiatr. Byliśmy zaskoczeni sytuacją z krzaków, choć nie mamy absolutnie żadnego doświadczenia z nudyzmem to zawsze zakładaliśmy że strefy dla nudystów powinny być wolne od napięcia seksualnego. Bo w przeciwnym razie w jaki sposób ludzie mogliby spokojnie przeżywać swoją nagość? Nie mamy pojęcia.

Podsumowując Gran Canaria jest doskonałym miejscem na kilkudniową wycieczkę. Ma świetny klimat, jest bogata w przyrodę i górskie krajobrazy. Bylibyśmy zaskoczeni, gdyby ktoś nudził się przemierzając ją wzdłuż i wszerz i ciesząc się plażami, choćby przez kilka tygodni lub dłużej. Spędziliśmy większość czasu w Las Palma, na początku nie byliśmy pod wrażeniem wyspiarskiej stolicy, ale nie minęło wiele czasu nim znaleźliśmy się pod jej urokiem. I oczywiście teraz patrząc w lodowato błękitne niebo nad Madrytem tęsknimy za słoneczną wyspą każdego dnia : )

 

Reklamy

22 thoughts on “Makaron z piachem

  1. Górsko-księżycowy krajobraz Wysp Kanaryjskich jest dla mnie niezmiennie zachwycający! Ale na mojej Teneryfie TAKICH wydm nie widziałam, cudowne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s