Wyspa Psów

Marzyłam o lecie, a lato uciekało. I to w Madrycie! W wolnych chwilach sprawdzałam połączenia lotnicze, aż pewnego dnia natrafiłam na okazję. Gran Canaria. 50 euro w dwie strony. „Lecimy?” Spytałam Kuby, a on obojętnie się zgodził Czyżby mi nie wierzył? Często mówię mu o promocjach lotniczych do przeróżnych części świata. Tym razem na samych słowach się nie skończyło, a ja zaraz po kupnie biletów byłam już na wyspie (co prawda w wyobraźni).

Dni mijały, temperatura stopniowo się obniżała (a przez to jeszcze bardziej cieszyłam się, że lecimy na Kanary!), aż nadszedł dzień wylotu. Noc spędziliśmy na lotnisku, a wschód słońca podziwialiśmy z samolotu. W Las Palmas padał lekki deszcz, i ujrzeliśmy dwie piękne tęcze. Od tego momentu wiedziałam, że będzie mi się tu podobało.

Z lotniska Gran Canaria do Las Palmas można dojechać autobusem nr 60. Koszt: 2,30 euro. Ciekawostka: na autobus w dialekcie kanaryjskim mówi się GUAGUA. Z odmienności od kastylijskiego zauważyliśmy również, że używają formy USTED i nie używają ZETY. Z Wyspami Kanaryjskimi wiąże się historia języka gwizdów ale podczas naszego pobytu nikt na nas nie gwizdał 😉

Wysiedliśmy na stacji San Telmo i wyruszyliśmy na poszukiwania mieszkania naszego hosta z airbnb. Gdy już zostawiliśmy swoje rzeczy wyszliśmy zwiedzać. Deszcz przybrał jednak na sile i schroniliśmy się we włoskiej kawiarni. Wraz z ostatnią kroplą deszczu wyszliśmy odkrywać uroki Veguety. To historyczna dzielnica Las Palmas, w której się znajdowaliśmy. Porównana z resztą stolicy Wysp Kanaryjskich zanurzona w przeszłości Vegueta wygląda jak zupełnie inne miasto. Wąskie uliczki, katedra z klasycystyczną fasadą, piękne kamienice i spokój. Odnieśliśmy wrażenie, że w tej części miasta jest mniej turystów co pozwalało nam na rozkoszowanie się pięknym otoczeniem. Na uwagę zasługuje także Plac Świętej Anny (La Plaza de Santa Ana), Ratusz (Casa Consistorial) oraz Dom Krzysztofa Kolumba. Podobno Kolumb zatrzymał się tam w trakcie pierwszej ze swych podróży do Ameryki.

Z Veguety warto udać się do Triany, kolejnej historycznej części miasta, ozdobionej fasadami w modernistycznym stylu. Niegdyś była to dzielnica marynarzy, obecnie jedyne co o tym przypomina to pustelnia świętego Telma zbudowana pierwotnie w XVI w, w obecnej wersji w XVIII. Św. Telmo jest nieco „enigmatycznym świętym”, choćby z tego powodu, że jest ich dwóch. San Telmo – San Pedro Gonzalez Telmo i San Erasmo de Formia, znany jako San Elmo. Pierwszy był Hiszpanem a drugi Włochem. Obaj są patronami marynarzy. W średniowieczu w regionie zachodniego Morza Śródziemnego wielu żeglarzy posługiwało się językiem katalońskim, po katalońsku San Elmo to Sant Elm. Łatwo można było się pomylić (a może żeby zwiększyć swoje szanse przeżycia sztormu żeglarze prosili o pomoc obydwu?) Nierozwiązaną zagadką pozostaje dla nas który święty miał wg tradycji odpowiadać za ognie św. Elma – wyładowania elektryczne na masztach statków. Kolejną zagadką było, dlaczego La Triana jest przystrojona świątecznymi bombkami, choć to dopiero początek listopada ; ) ? Zobaczcie sami na zdjęciach.

Chcieliśmy iść trochę dalej i udaliśmy się wzdłuż Avenida de Canarias do Parku Santa Catalina. Po drodze przyglądaliśmy się jak Kanaryjczycy spędzają sobotę. Część z nich aktywnie: jogging, gra w piłkę nożną na plaży. Część leniwie: urządzając wyścigi sterowanych modeli statków. Odpoczęliśmy w parku, który miał część oddzieloną dla psów , był to najpiękniejszy park dla psów jaki kiedykolwiek widzieliśmy. Zdobiła go stylizowana na antyczną rzeźba!

Wracając trafiliśmy do dzielnicy Ciudad Jardín (dosłownie miasto ogród). Oprócz pięknego parku Doramas są tam wspaniałe, różnokolorowe wille. Wyobrażałam sobie, że mieszkam w jednej z nich. Najlepiej niebieskiej. Choć przyznam, że do gustu przypadły mi te żółte. Może, dlatego, że najbardziej mi tam pasowały. W końcu żółty to kolor kanarkowy, a mieszkańcy Kanarów są przecież Kanarkami. Po hiszpańsku używa się tego samego słowa na kanarka i mieszkańca Wysp Kanaryjskich. Na obydwóch mówi się Canario. Zabawne, można komuś powiedzieć, że ma się w domu kanarka w klatce i nikt nie pomyśli, że mamy w klatce człowieka!

Na koniec dnia spróbowaliśmy lokalnego piwa, które pod wpływem pobytu w zamrażalce zmienia kolor swojej etykiety („pij gdy pies stanie się niebieski”) . Jak zauważyliście na poprzednich zdjęciach, przed Placem Świętej Anny stoją figury psów. Wszystko dlatego, że wyspy Kanaryjskie nie są takie naprawdę Kanarkowe tylko Psie. Kanarki zostały nazwane po wyspach Kanaryjskich a wyspy Kanaryjskie po psach. Trochę zwariowane, co? Może nie aż tak, jeśli uwzględnimy, że pies to po łacinie Canis. Całe szczęście na Kanarach nie ma pogody pod psem!

Reklamy

23 thoughts on “Wyspa Psów

  1. Ja też chcę… Ale tak jakby czuję niedosyt po tym poście, nie było tam jakiegoś festiwalu, imprezy, tak tylko po parkach sobie chodziliście? Za mało szaleństwa na tych Kanarach.

  2. Jowita, Kuba – kocham Wasz blog, ale zawsze muszę powiększać na monitorze do 150%, żeby swobodnie czytać te małe literki:)))). Pięknie opisaliście Kanary, jak zwykle pięknie pokazujecie to, co sami widzieliście. Dla kilku moich znajomych to wymarzone miejsce na Ziemi na życie. Wieczna wiosna jest kusząca:). I pewnie mój pies byłby tam szczęśliwy…

  3. Pingback: Makaron z piachem | Polacos de Polonia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s