Ucieczka z Hong Kongu

Nie mogłam doczekać się Hong Kongu. I to nie dlatego, że był to nasz ostatni przystanek a Chiny dawały nam w kość. Jako miłośnik kina uwielbiam kantońskie filmy. Jednym z moich ulubionych reżyserów jest Wong Kar-Wai. Pierwszym filmem Kar Waia, który obejrzałam był Chungking Express. Zrobił na mnie ogromne wrażenie, a klimat filmu totalnie zaczarował. Często powtarzałam seans wyobrażając sobie, że przechodzę ulicami Hong Kongu razem z bohaterami.

Do Hong Kongu przypłynęliśmy promem 26.02 i pojechaliśmy metrem do dzielnicy Mongkok gdzie znajdował się nasz, najtańszy w mieście, hostel Jiang Xi Guest House. Pokój zarezerwowaliśmy wcześniej poprzez portal booking a na miejscu okazało się, że już go dla nas nie było. Ostatecznie przydzielili nas do innego hostelu, pokój mieliśmy bez okna i nie dało się go zamknąć.. ale z dachem nad głową i bez karaluchów, więc nie narzekaliśmy  😉

Gdy zostawiliśmy rzeczy, wyszliśmy na nocne (do HK przypłynęliśmy późnym popołudniem) zwiedzanie. Hong Kong to zdecydowanie nie są Chiny, a przynajmniej Hong Kong nie jest jak reszta Chin. Ludzie są tam bardziej uprzejmi, wszystko wydaje się być uporządkowane, kierowcy nie szukają okazji do wypadku drogowego z takim entuzjazmem. Byliśmy na targu nocnym, gdzie kupiliśmy koszulki i spotkaliśmy się z bardzo łatwym targowaniem. Spróbowaliśmy sfermentowanego tofu i nie mogliśmy go zjeść…臭豆腐 chòu dòufu – dosłowne znaczenie to śmierdzące tofu. To nie tylko nazwa, to tofu naprawdę śmierdzi! Są różne style serwowania tej potrawy, w Hong Kongu podawane jest w formie ulicznego jedzenia. Jego zapach towarzyszył nam przez całe Chiny, myśleliśmy że może smak różni się od zapachu, że może jest coś w nim zachęcającego skoro tyle osób je zajada…ale nie. Smakuje tak samo źle jak pachnie.

Gdy odchodziliśmy od bankomatu strażnik zapytał nas perfekcyjnym angielskim czy wszystko w porządku. Po czterech tygodniach w Chinach, było to lekko szokujące. Ale nie jest to nic dziwnego w Hong Kongu, który był rządzony przez Brytyjczyków dlatego więcej ludzi zna tam język angielski, nawet ruch uliczny jest lewostronny.

Zadowoleni udanym dniem wróciliśmy do ciemnego pokoju i poszliśmy spać, na drugi dzień zaplanowaliśmy intensywne zwiedzanie. Rano 27.02 po śniadaniu postanowiłam zrobić odprawę. Wydawało nam się że lot liniami Emirates mamy 28.02 po północy czyli 29.02 ale chyba sprawdzaliśmy to bardzo zmęczeni bo okazało się że jednak lot mamy 28.02 czyli już 27.02 wieczorem musieliśmy być na lotnisku! Cóż, oznaczało to dzień krócej na Hong Kong, ale całe szczęście opamiętaliśmy się w porę..

Niestety, to nie był koniec problemów. Zrobiłam odprawę Kubie, a przy mojej odprawie (bilety kupowaliśmy osobno, z innych kont bankowych) wyskoczyła informacja, że odprawę muszę przeprowadzić na lotnisku a także przynieść kartę z której płaciłam za bilet i dokonać niewielkiej opłaty.. Podobno dzięki temu zostanie potwierdzone to, że to na pewno ja kupiłam bilet. W porządku, skoro takie wymagania-przyniosę kartę.. ale przecież ja jej tu nie mam! Za bilet płaciłam kartą prepaid, którą zostawiłam w domu bo wykorzystuje ją tylko do płatności internetowych.

Ok, bez paniki. W internecie znaleźliśmy adres biura siedziby Emirates w Hong Kongu. Szybko się tam udaliśmy. Przedstawiliśmy sytuacje na spokojnie, a tam spotkała nas szorstka, krótka odpowiedź. „Przy kupnie zaakceptowała pani regulamin. Kartę trzeba mieć, bez niej nie wsiądzie pani na pokład samolotu”. Co takiego? Mieli już państwo taką sytuację, i naprawdę pasażer nie mógł polecieć? „Tak, wszystko jest w regulaminie”. Poprosiliśmy o możliwość skorzystania z wifi (w biurze było dużo miejsca i nikogo oprócz nas) ale powiedzieli nam, że możemy iść do biurowców naprzeciwko..

Tam nie mogliśmy się z internetem połączyć, ale w końcu znaleźliśmy wifi na dworze. I co teraz? Co robić? Jedyne co nam przyszło do głowy to a) skłamać, że ją nam skradziono b) postarać się dostarczyć dokumenty potwierdzające posiadanie tej karty. Zdecydowaliśmy się na punkt b.. to oznaczało, że trzeba zadzwonić do mamy! W Hong Kongu był ranek, w Polsce noc. Obudziliśmy moją mamę, która bardzo się przejęła i powiedziała że zrobi wszystko co w jej mocy; jednak do otwarcia banku było jeszcze dużo czasu więc mogłaby nie zdążyć. Sprawdziliśmy alternatywne bilety do Warszawy, które liniami Aeroflot nie kosztowałyby majątku ale w danej chwili nasz budżet był na wyczerpaniu i nie moglibyśmy sobie pozwolić na dodatkowe, niemałe koszty. Czekaliśmy.. dzwonienie, rozmawianie z Emirates, pisanie maili, szukanie biletów pożarło dużo czasu i stresu a przecież to był nasz ostatni dzień w Hong Kongu. Zdecydowaliśmy się jednak wykorzystać pozostały czas…

Pojechaliśmy metrem, a potem kolejką na Wzgórze Wiktorii skąd roztaczał się fantastyczny widok na miasto (wieżowce Hong Kongu jakoś bardziej przypadły nam do gustu niż wieżowce Szanghaju, Shenzhen czy Guangzhou). Tam Kuba poszedł do informacji turystycznej gdzie pożalił się naszym problemem z liniami lotniczymi. Spędził tam około godziny, pracownicy byli bardzo pomocni i sami dzwonili do infolinii Emirates. Niestety nic nowego się nie dowiedzieliśmy. Po Victoria Peaks udaliśmy się na Aleję Gwiazd, gdzie odcisnęło dłonie dużo znanych osób. Tam znaleźliśmy również Bruce Lee. Wróciliśmy spacerem do hostelu obok budynków Chungking Mansion.

Cały czas myśleliśmy, że może nie uda mi się wsiąść do samolotu razem i jak ciężkie to będzie.  Przy ostatnim rozstaniu, w którym leciałam do Japonii sama uzgodniliśmy że już nigdy się nie rozdzielimy… Było to naprawdę przygnębiające, żadnemu z nas nie widziało się czekać w Hong Kongu na nowy lot, ze świadomością straconych pieniędzy, czasu i w poczuciu wszechogarniającego stresu.

 Około godziny 17 mieliśmy już wszystko. Zaświadczenie o posiadaniu karty, ksero karty, potwierdzenie kupna biletu.. Stwierdziliśmy że lepiej być na lotnisku wcześniej. Z drżeniem nóg podeszliśmy do pana odprawiającego podróżnych na lotnisku. Udało się. Z bagażem wspomnień lecieliśmy z powrotem do Polski. Najpierw mieliśmy samolot do Dubaju, pełen Azjatów. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich przesiedliśmy się do kolejnego, pełnego Polaków. Z łezką nostalgii usłyszeliśmy znajome „To ma być luksusowa linia lotnicza? Siedziałam na lepszym siedzeniu! Dlaczego jeszcze nie startujemy?!”. Odetchnęliśmy z ulgą, właściwie już nawet trochę tęskniliśmy za Orientem 😉 ale nie tak mocno, jak za nasza Polską!

 

Reklamy

2 thoughts on “Ucieczka z Hong Kongu

  1. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej? 🙂 Ale świat zwiedzać warto, a nawet trzeba – zazdroszczę Wam tego Hong Kongu – jaki to inny świat od naszego, polskiego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s