Z czym Chińczykom kojarzy się Makao?

W Polsce mamy grę w karty Makao, Chińczykom Makau (Makao, Specjalny Region Administracyjny) kojarzy się również z grami – w karty i nie tylko.

Nie wszyscy wiedzą (my nie wiedzieliśmy), że Makau jest stolicą hazardu z dochodami przewyższającymi Las Vegas. Po mieście można za darmo podróżować autobusami, które dowożą ludzi do Kasyn, w Kasynach za darmo podawane są graczom napoje – soki, herbata, cola czy woda. Przepych ich wystroju jest niesamowity – w kasynie Venetian odwzorowano ulice i place prawdziwej Wenecji. Niektóre z kasyn ocierały się o kicz, ale inne po prostu ociekały bogactwem. W kasynie Lisboa korytarzami przechadzały się młode panie, jak nam później wytłumaczono – luksusowe kurtyzany przyjeżdżające tam z każdego zakątka Chin.Nie wiedzieliśmy wcześniej nic o kasynach, wiedzieliśmy natomiast, że Makau należało przez wiele stuleci do Portugalczyków. Postanowiliśmy przekonać się ilu Portugalczyków ciągle jest w Makau. Nazwy ulic i wielu budynków ciągle są po portugalsku (niesamowita pomoc zwłaszcza, że znamy trochę hiszpańskiego; nawet gdybyśmy nie znali, portugalski bardziej przypomina polski niż chiński!) Na tych ulicach trudno jednak wypatrzeć jakiegokolwiek Portugalczyka, sami Azjaci. Udało nam się namierzyć portugalską rodzinę w autobusie – okazało się jednak, że byli to turyści z Lizbony (tej prawdziwej, nie z kasyna „Lisboa”).

Jechaliśmy tym samym autobusem na kraniec wyspy Coloane (Makau składa się z połączonych wysp Taipa i Coloane i z półwyspu Makau, na którym znajduje się stara część). Obeszliśmy południowy skraj Taipy – plaże, wioski i las. Może nie był to najpiękniejsza trasa na spacer na świecie (było ładnie), ale my czuliśmy się lepiej niż wspaniale. Wszyscy turyści w Makau (przede wszystkim Chińczycy z „mainlandu”) siedzą w kasynach, więc mieliśmy ciszę i spokój : ) to czego często brakowało nam w Chinach. To tam znaleźliśmy prawdziwego, żywego Portugalczyka…

Zobaczyłem białego mężczyznę z ciemnymi włosami, siedzącego w samochodzie terenowym z flagą Portugalii za szybą. Podszedłem do niego z mapą… Był przyjazny, spytał sam z siebie – „Gdzie chcesz się dostać?” odpowiedziałem „Nigdzie. Chciałem zobaczyć, czy jesteś prawdziwym Portugalczykiem”. Był. Pogadaliśmy przez chwilę. Mówił, że po przejęciu Makau przez Chiny wielu jego rodaków wyjechało z lęku przed komunizmem, ale teraz z powodu problemów ekonomicznych wracają. Powiedział też, że jego dziewczyna jest z Białorusi – zapytał czy mówię po rosyjsku. Zacząłem uczyć się rosyjskiego ostatniej jesieni (pozdrawiam Swietłanę, moją nauczycielkę :D). Odpowiedziałem więc pełen dumy, a jednak skromnie, że „плохо(plokho)”, czyli że raczej słabo. Portugalczyk się ucieszył i spytał gdzie nauczyłem się portugalskiego!

Jak widać, w mowie Puszkina jestem póki co tak słaby, że zamiast rosyjskiego plokho, wyszło mi luzytańskie pouco. Cóż za rozczarowanie..

Podczas naszego lekkiego hikingu w Coloane spotkała nas fajna przygoda. Z mapy wynikało, że gdzieś tam powinien być cmentarz (zawsze lubimy zwiedzać cmentarze). Przez moment wydawało mi się, że widzę za wzgórzem nagrobek. Poczułem się jak odkrywca. Dałem znać Jowicie, żeby zaczekała. Wspiąłem się na wzgórze. Tak, był tam zaginiony cmentarz, którego nikt nie oglądał od dziesiątków a może setek lat! Co za tajemnica! Pomogłem Jowicie wejść na strome wzgórze – mijaliśmy pagórki usypane z gruzu, na jednym z nich straszyła stara, porzucona lalka. Na szczycie z estymą przyglądaliśmy się chińskim nagrobkom, z pojemnikami na kadzidła. Zajęła nam kilka minut, żeby zorientować się, że kilkadziesiąt kroków za wzgórzem było normalne wejście na cmentarz a my wleźliśmy tam po prostu od tyłu. A dalej za cmentarzem była strzelnica. Bardzo praktycznie, jeśli ktoś nie umie obchodzić się z bronią.

Naturalnie znów couchsurfowaliśmy : )

W Makau naszym hostem był Clark, Chińczyk z Hong Kongu. Był bardzo gościnny i pokazał nam różne ciekawe miejsca, ale najbardziej podobało mi się, że porozmawiał z nami o sposobie myślenia ludzi z Hong Kongu i z Makau – o tym kim się czują i dlaczego ich życie jest trochę inne niż pozostałych mieszkańców Chin. Nie będziemy wyjaśniać polityki, ale z Hong Kongiem i Makau, to jest trochę tak, że to są ale i nie są Chiny – Chińczycy nazwali to „Jeden kraj, dwa systemy”. Chiny tolerują odmienność systemów politycznych, ekonomicznych i prawnych swoich „specjalnych regionów administracyjnych” – z rzeczy ważnych dla turystów – do HK i Makau Polacy nie muszą mieć wizy, do Chin tak. Do tematu Hong Kongu jeszcze wrócimy. Jeśli natomiast chodzi o Makau, to po pierwsze nie jest to duży obszar i nie zamieszkuje go bardzo wielu ludzi (porównajcie – 0,55 mln. z 1 350 mln. mieszkańców Chińskiej Republiki Ludowej) a po drugie, tak jak już napisałem, Chińczykom Makau kojarzy się z jednym wielkim kasynem i rzeczywiście, trudno dziś myśleć o nim inaczej.

Deserem naszego pobytu w Makau były świeżo upieczone pasteis de nata z piekarni w nadmorskiej wiosce :)) cudowne pyszności w portugalskim stylu. Jeżeli może być jakiś pozytywny wymiar dziedzictwa kolonialnego, niech zawsze smakuje jak pasteis de nata!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s