Miasto nad jeziorem i miasto na wyspie

Kolejnym miastem które odwiedziliśmy było Hangzhou – słynne przede wszystkim z powodu Jeziora Zachodniego, działającego na turystów jak miód na Kubusia Puchatka ( w Chinach pewnie bardziej odpowiednie byłoby chyba porównanie z misiem panda i pędem bambusa 😉 ).

Ponieważ jezioro znajduje się na zachód od centrum Hangzhou jego nazwa jest całkiem logiczna. Okolica była naprawdę malownicza. Oglądaliśmy pokaz muzycznej fontanny przy brzegu jeziora i grupy miejscowych tańczących na skwerach wzdłuż brzegu. Nie udało nam się niestety nacieszyć oczu świętem lampionów (ostatni dzień chińskiego nowego roku). Wyszliśmy do miasta wieczorem, na ulicach było mnóstwo ludzi, daliśmy się porwać tłumowi, okazało się jednak, że w tym żywym chińskim morzu podryfowaliśmy w złym kierunku. Dopiero kolejnego dnia zobaczyliśmy ogromne figury z papieru które w nocy musiały magicznie lśnić światłem – naturalnie przeważały figury koni, z okazji końskiego roku. Nie zepsuło to nam aż tak bardzo humoru – cieszyliśmy się ogrodami nad brzegiem jeziora i tym, że znaleźliśmy jadłodajnię z bufetem, gdzie po zapłaceniu złotówki za miskę ryżu można go sobie dokładać do woli.
Naszym następnym przystankiem było Xiamen, znane również jako Amoy. Było to kiedyś miasto położone na wyspie u wybrzeży chińskiej prowincji Fujian – obecnie rozrosło się również na lądzie. My zatrzymaliśmy się na wyspie. Z kolejnymi kilometrami na południe w końcu przestało być nam chłodno i mogliśmy beztrosko spacerować po amoyskich ulicach. Nocleg zaoferowała nam przemiła Chinka, którą poznaliśmy na couchsurfingu. Jak się okazało była właścicielką małego hostelu, w którym przez dwie noce spaliśmy za darmo. Podczas naszego pobytu postanowiliśmy zobaczyć kolonialną wysepkę Gulangyu. Zrobiło się jednak bardzo, bardzo deszczowo. Nasz prom płynął przez mlecznobiałą mgłę jak do innego świata a na nim razem z nami chińska para młoda. Panna miała na sobie zachodniej modły biel, jakby była przyjaciółką wszechogarniającej nas mgły. Tradycyjnym kolorem chińskiej panny młodej jest chińska barwa szczęścia – czerwień. Czasy się jednak zmieniają – dumna czerwień ostała się na powiewających tu i ówdzie komunistycznych sztandarach.
Na wyspie Gulangyu czas nieco zwolnił. Jest tam wiele urokliwych uliczek, które robią się tłoczne od maszerujących nimi kolumn chińskich turystów z kontynentu, wówczas uzbrojonych po zęby w parasole z powodu bezlitosnego deszczu. Oprócz Gulangyu widzieliśmy też świątynię Nanputuo z tajemniczą statuą Guanyin o tysiącu rąk, ciekawe muzeum chińskich emigrantów gdzie dowiedzieliśmy się, że prowincja Fujian to kraina ludzi związanych z morzem i ziemia przodków wielu dzisiejszych mieszkańców Tajwanu. Zaskoczył nas podłużny park założony wzdłuż nieużywanych torów kolejowych i pomysł na szybką komunikację miejską w postaci autobusów poruszających się po przeznaczonych tylko dla nich wiaduktach (BRT – Bus Rapid Transit). Przy wejściu na platformę BRT przydarzyła nam się najbardziej powierzchowna kontrola bezpieczeństwa w życiu – pan strażnik mechanicznym gestem odpiął plecak i od razu go zapiął, absolutnie nie zainteresowany zawartością.
Dopełniliśmy nasze doświadczenie smakiem słodkiej zupy z orzeszków ziemnych (których Chińczycy jedzą sporo, jak widać w różnych postaciach). Głównym daniem był jednak piękny przejaw chińskiej gościnności, couchsurferka z Xiamen zaprosiła nas na „hot pot” w restauracji Hai Di Lao. Zabawa polega na dorzucaniu składników (mięso, tofu, przeróżne rodzaje warzyw) do gotującego się wywaru a potem wyjadaniu ich pałeczkami (co za zabawa!). Restauracje sieci Hai Di Lao stawiają sobie za cel zaimponowanie klientom jakością obsługi – kelnerzy zaśpiewali dla nas i wręczyli nam upominki a na deser torbę słodkiego popcornu, jednego z lepszych jakie jedliśmy w życiu. Zabraliśmy ją do pociągu do Shenzhen, następnego etapu naszej podróży.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s