Polscy turyści, chińskie kanały i herbata z mlekiem

Podróż z Nanjingu do Danyang była krótka i bezproblemowa. Wybraliśmy najtańszą klasę chińskich pociągów – „K”. Polki spotkane w Qufu straszyły nas niskim standardem, ale nam wydawało się, że nie ustępuje on w niczym standardowi polskich kolei regionalnych (o ile ich nie przewyższa).

Zmartwiło nas jedynie nie wyświetlanie się nazw stacji, więc wyciągnęliśmy rozmówki i pokazaliśmy pasażerom palcem fragment mówiący „Proszę powiedzieć mi kiedy będzie moja stacja”. Chińczycy siedzący na przeciwko pokazali swoje bilety, na którym również mieli napisane Danyang.
 
W Danyang czekał na nas Michał- nasz bardzo dobry kolega. Opowiedział nam wiele swoich ciekawych doświadczeń (jeśli jesteście ciekawi, Michał opisywał je na swoim blogu). Nasz przyjaciel pociągnął za wszystkie sznurki i zorganizował dla nas super atrakcyjną ofertę na pokój w 5 gwiazdkowym hotelu. Oczywiście najbardziej podobało nam się śniadanie! W bufecie było wszystko, począwszy od smażonego łososia i krewetek, przez tradycyjnie spożywane przez Chińczyków na śniadanie pierogi czy ryż po bardziej europejskie pieczywo i wszelkie możliwe dodatki. Z wielkim, wielkim trudem wstaliśmy od stołu.
 
Z Michałem zwiedziliśmy Suzhou, miasto słynne z malowniczych kanałów po których pływały łódki z turystami. Suzhou zasłużenie nazywa się Wenecją Wschodu : ) Pogoda była ładna, choć później zaczął padać śnieg – kolejny raz widzieliśmy Chińczyków bardzo entuzjastycznie reagujących na płatki śniegu. Wiele spacerowaliśmy i jak wagabundzi wałęsaliśmy się po ciasnych uliczkach z dala od głównych atrakcji, gdzie być może nigdy nie stała wcześniej polska noga.
 
Zaciekawiło nas pranie wiszące przed domami bezpośrednio przy chodniku. Widzieliśmy jak Chińczyk wjeżdżał na motorze do domu. Zobaczyliśmy ładny Ogród Zakochanych, niestety nie pomyśleliśmy że był poniedziałek i muzea były w Suzhou nieczynne (w muzeum jedwabiu podobno można było zobaczyć żywe jedwabniki; byłaby to miła odmiana, po zobaczeniu w Korei jedwabnika smażonego i zjedzeniu go przez Jowitę).
 
Nie przeszkodziło nam to cieszyć się swoim towarzystwem i herbatą z mlekiem. Ten napój towarzyszył nam już w Qufu. Ale to w Zhejiang pierwszy raz odwiedziliśmy CoCo. W dzień naszego przyjazdu Michał zabrał nas do Zhenjiang gdzie spróbowaliśmy herbaty z mlekiem w tajwańskiej sieci CoCo. Nie wiemy nawet jak nazwać tego rodzaju miejsce – kawiarnia? Herbaciarnia? Herbata z mlekiem podawana jest tam z różnymi dodatkami – m.in. słodką fasolką czy perełkami ryżowymi oraz w wielu wersjach – Rooibos, japońska Matcha, herbata z czerwonych daktyli i wiele innych. Ceny napoi zaczynały się od 7 yuanów (3,5zł) co jeszcze bardziej nas przyciągało. Kuba stał się prawdziwym fanem! Od tej pory w każdym nowym mieście wypatrywał charakterystycznego pomarańczowego logo CoCo i był zachwycony, że może jednocześnie napić się i powyjadać dodatki.
Reklamy

One thought on “Polscy turyści, chińskie kanały i herbata z mlekiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s