Konfucjusz w śniegu

W autobusie było bardzo mało miejsca, próbowałam zasnąć ale nie mogłam z powodu bardzo głośno puszczanego filmu. Wszyscy mieli nad głowami głośniki, a dźwięku nie dało się wyłączyć. Po 4 albo 5 godzinach dojechaliśmy do stacji. W Zibo było zimno, jednak w Qufu było znacznie zimniej.

Czytaj dalej

Reklamy

Smak chińskiej gościnności

Trochę się denerwowaliśmy przed podróżą pociągiem, głównie z powodu bariery językowej. Stacja (Beijing Południowy) była bardzo nowoczesna (wyglądała bardziej jak lotnisko ), pociąg wyglądał jak rakieta i z prędkością rakiety również się poruszał (300km/h). W środku standard był całkiem niezły, chociaż w toalecie nie było mydła.
Czytaj dalej

Welcome to China!

Chiny przywitały nas stresem. Lecieliśmy liniami China Southern, początkowo było zadowalająco. Dostaliśmy nawet ciepły posiłek. Jednak do czasu… Z reguły nie boje się latać, ale gdy rozpoczęły się największe turbulencje jakie kiedykolwiek miałam „przyjemność” doświadczyć nie czułam się przyjemnie. Przywitałam znajome uczucie adrenaliny i rozpoczęłam analizowanie sytuacji w poczuciu strachu. Przede wszystkim myślałam z przerażeniem jak drogi byłby przewóz naszych zwłok (jakbyśmy się rozbili w morzu, to chyba by nas nie wyławiali?) i jak smutno byłoby naszym rodzicom. Cały dramatyzm opadł wraz z wylądowaniem na pekińskim lotnisku.

Czytaj dalej

Pożegnanie z Koreą

Chcieliśmy jechać do Seoulu autostopem, ale zrezygnowaliśmy. Było chłodnawo, nie znaleźliśmy w Internecie żadnych wskazówek, nasz host Jason nam to odradzał, sugerując, ze Koreańczycy nie są zaznajomieni z autostopem i mogą się zwyczajnie przestraszyć. Słyszeliśmy wcześniej o udanych historiach autostopowiczów z Korei, a jednak daliśmy za wygraną i po poprzednich dobrych doświadczeniach z Korail – koreańską koleją – zdecydowaliśmy się na pociąg.

Czytaj dalej

Gyeongju

Busan pożegnaliśmy cudownych zapachem naleśników usmażonych na maśle przez Jowitę. Pochwałom nie było końca : ) Poszliśmy we trójkę na stację metra i tam się pożegnaliśmy – Jowita z bratem, a ja ze szwagrem. Norbert jechał do Seoulu na lotnisko i samolot do Szkocji, my na autobus do Gyeongju.

Czytaj dalej

Busan ciąg dalszy

Następnego dnia 24 stycznia znów poszliśmy do Williama. Jechał na lekcje ale zaproponował podrzucenie nas do muzeum Busanu. Muzeum było darmowe, co w Korei Południowej jest normą. Wewnątrz znajdowały się interesujące eksponaty historyczne, począwszy od zamierzchłej historii tych ziem aż po czasy nowożytne, wszystko zaprezentowane w zachęcający sposób.
Czytaj dalej