Ryokan Souhonke

Dzisiaj opiszę miejsce w którym spędziłam dokładnie 20 dni. Do Tokio będę wracać bo jestem tym miastem zafascynowana i mam wiele relacji do spisania.
 
Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma polami (ryżowymi oczywiście!), na szczycie wulkanu mieszkała autorka tego bloga.. ale zacznijmy od początku.
 
 
11 listopada przyjechałam na stację Asakusa w Tokio. Bilet kupiłam już wcześniej, także pozostało jedynie czekanie na pociąg i 2-godzinna podróż do miejscowości Akagi. Oprócz rozkładu jazdy, który gajdzinom nie sprawiał problemów (wszystko po angielsku) były też komunikaty z którego peronu odjeżdżać będzie pociąg. Dzięki temu stałam na odpowiednim peronie i mogłam przyglądać się w spokoju temu co się dzieje wokół (uwielbiam się wszystkiemu przyglądać w Japonii!).
 
Pociąg nadjechał 15 minut przed odjazdem i już myślałam że będę mogła wejść i zająć miejsce wcześniej ale nic bardziej mylnego! Do pociągu wskoczyło kilkunastu pracowników stacji z odkurzaczami i mnóstwem niezidentyfikowanych obiektów do dezynfekcji. Poruszali się bardzo szybko ale jednocześnie widać było jak dokładnie pociąg jest czyszczony. Kiedy wysprzątali już wszystkie okruszki drzwi się otworzyły i weszłam do środka. Miałam problem z rozszyfrowaniem biletu, bo wszystko było w kanji dlatego usiadłam tam gdzie mi się spodobało. W pociągu komunikaty o tym do jakiej stacji dojeżdżamy też były po angielsku! W pewnym momencie pewne pasażerki stanęły przy mnie i mimo że ich nie zrozumiałam mogłam domyśleć się, że siedzę na ich miejscu. Konduktor zjawił się z szybkością światła i zaprowadził mnie na moje miejsce. Było wygodnie, ciepło i cicho dlatego po chwili znalazłam się w objęciach Morfeusza.
 
Do docelowej stacji dojechałam na czas ale nie wyszłam od razu z części z peronami. Otóż bilet po skończonej podróży trzeba oddać, a ja schowałam go gdzieś na dno plecaka i musiałam wszystko powywracać by go znaleźć.
 
Na stacji czekał na mnie Tomiya-san. 67-letni właściciel Ryokanu w którym miałam pracować w ramach WWOOFingu. Na wstępie powiedział, że mam na niego mówić Otosan a na jego żonę Okasan (czyli tata i mama!). Wcześniej poinformował mnie, że ryokan znajduje się pod Maebashi. W samochodzie powiedział, że właściwie to ten ryokan jest na szczycie wulkanu i on nie zna adresu. Na zewnątrz stacji Akagi było bardzo ciepło, miejski termometr wskazywał na 17 stopni. Gdy wjechaliśmy na Akagi-yama termometr pokazywał już jedynie 3 stopnie.. Było zimno, a w ryokanie jeszcze zimniej. Tradycyjne japońskie domy nie mają ogrzewania, tak było i w przypadku tego domu. Przywitałam się z Okasan i zjedliśmy wspólnie lunch.
 
Teraz scharakteryzuję pokrótce co robiłam w ryokanie i dlaczego z niego uciekłam. Początkowo myślałam, że zostanę tam do stycznia ale z dnia na dzień upewniałam się w tym, że jednak nie wytrzymam tam tak długo. Gości mieli rzadko, a jeśli już byli to nie chcieli ze mną rozmawiać. Tomiya-san codziennie gdzieś znikał a Okasan nie mówiła po angielsku. Mój dzień wyglądał tak: 8 rano śniadanie, potem sprzątanie pokojów, w zależności czy byli goście-szykowanie futonów (tradycyjny japoński materac) do spania, mycie naczyń, składanie szlafroków itp. O 13 lunch, o 18 obiad. Posiłki trzeba było zanieść do pokojów gości.
 
We wszystkich tych czynnościach towarzyszyła mi Okasan. Była dla mnie miła, i próbowałam z nią rozmawiać po japońsku ale mimo tego czułam się strasznie samotna. Co gorsza na górze nic nie było, wszystko co mogłam zobaczyć zobaczyłam w jeden dzień. Mój pokój znajdował się na trzecim piętrze, na końcu długiego korytarza. Z pokoju można było wyjść do lasu, a drzwi były jedynie rozsuwane (bez możliwości zamykania). Często budziły mnie odgłosy szurania w drzwi, albo inne dźwięki leśne. Dodatkowo w moim pokoju mieszkało mnóstwo owadów które z wyglądu przypominają pająki a są świerszczami – po polsku śpieszki. Owszem nauczyłam się nowych rzeczy,  i było to ciekawe doświadczenie ale cieszę się że zdecydowałam się zmienić miejsce bo tu gdzie jestem teraz (Mito) jest o wiele, wiele lepiej. Ale o tym niedługo.
 
Do opisu mojego pobytu w ryokanie również będę wracać,  choćby w poście o kuchni japońskiej która powstanie wkrótce
 
Reklamy

One thought on “Ryokan Souhonke

  1. Pingback: Park Śnieżnych Małp Jigokudani | Polacos de Polonia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s