Tokio, dzień drugi

Elvis żyje! Mieszka w Tokio i jest ich.. kilku.

Ale od początku. Przed pójściem spać nastawiłam budzik na 10, bo byłam umówiona na 14 i nie chciałam się spóźnić. Tak jak pisałam już wcześniej, nie spałam od ponad 30 godzin. Kiedy się obudziłam- była godzina 12. Czyli wyłączyłam jakoś budzik i poszłam spać dalej.. Włączyłam komputer by sprawdzić jak dojechać do Harajuku- bo tam było miejsce spotkania. Chciałam upewnić się jeszcze czy mam dobrą godzinę i okazało się, że nie! Że jest już 13! A więc spałam 14 godzin i prawdopodobnie się spóźnię. Wyskoczyłam z pokoju i pobiegłam do wyjścia.

Stację metra znalazłam bardzo szybko, doładowałam kartę i czekałam na metro linii Hibiya. Przed przylotem do Tokio bałam się, że poruszanie się po mieście będzie dla mnie trudne. Potrafię się przecież zgubić nawet pod własnym domem. Okazało się, że gdy mam przy sobie mapę metra (gdzie całe szczęście nazwy stacji napisane są również w alfabecie łacińskim) nie mam problemów. Musiałam przesiąść się na stacji Ueno i Shibuya. Gdy wysiadłam na stacji Harajuku napisałam smsa do Tatsu gdzie się znajduję i czekałam. Wokół było mnóstwo ludzi. Była niedziela. Po chwili już słyszałam swoje imię- Dźołita! Tatsu przyszedł ze swoją dziewczyną Riką. On jest fotografem, ona nauczycielką angielskiego.

W drodze do parku, za mostem zobaczyłam go… Elvisa Presleya. A właściwie kilku Elvisów-Japończyków. Tańczyli do muzyki z lat 50. Są to ludzie, którzy byli jego fanami i ciągle nimi są. Sprawiają, że Elvis wciąż żyje.

W parku Yoyogi odbywał się festiwal jedzenia! Jak się okazało-co tydzień w tym parku ma miejsce jakieś wydarzenie ale festiwal jedzenia raz do roku. Cóż za szczęśliwy przypadek!`Nawet oni się z tego cieszyli bo sprzedawane były smakołyki również z innych miast, nie tylko z Tokyo.

Spróbowałam tam:

  • Monaka, ciastko ze słodką fasolą
  • Kiritanpo, słodkie kulki ryżowe
  • Takoyaki, kulki ciasta z ośmiornicą
  • Shochu, japońska wódka robiona z wodorostów
  • Shirasu, małe rybki

Rozmawialiśmy na przeróżne tematy. Gdy poruszyłam temat trzęsienia ziemi, usłyszałam, że dzisiaj już miało miejsce jedno trzęsienie. Byłam wtedy w metrze i nic nie czułam, ale oni poczuli. Rika dostaje nawet smsa przed trzęsieniem ziemi z informacją, że nadchodzi. Najbardziej zaciekawiło mnie, gdy powiedzieli że Japończycy nie są bezpośredni. Gdy chcą byś coś zrobił powiedzą to w taki sposób byś sam się mógł domyśleć. Wyobraźcie to sobie. Mieszkacie w Kioto. Przychodzi do was sąsiad. Pytacie czy chce się napić herbaty a sąsiad wychodzi. Chcieliście być uprzejmi i spędzić miło czas przy herbacie, a sąsiad zrozumiał to jako prośbę o wyjście (tak naprawdę jest w Kioto).

Poszliśmy na Takeshita Dori. Jest to dość wąska ulica z butikami, restauracjami i kawiarniami. Słynie głównie z tego, że można na niej spotkać Japończyków w przeróżnych ubraniach. Lolitki, Goci, przebrani za pokojówki i postacie z anime bądź mangi (wtedy nazywa się to cosplay). Udało nam się tylko kilka osób przebranych, oczekiwałam o wiele więcej.

Później poszliśmy do dzielnicy Shibuya. Wysokie budynki, centra handlowe, kluby, restauracje. Pełno ludzi. I słynne przejście dla pieszych. Weszliśmy do pewnego centrum handlowego, i pojechaliśmy na samą górę (centra handlowe mają około10 pięter). Widok był niesamowity, jednak dobrego zdjęcia nie udało mi się zrobić bo w pomieszczeniu którym byliśmy świeciło się światło, które odbijało się w szybie. Dowiedziałam się wtedy, że w Tokio było jaśniej ale z powodu zamknięcia elektrowni atomowej w Fukushimie oszczędzają na prądzie i nie podświetlają już banerów jak kiedyś. Dla mnie i tak było jasno.

Kiedy Tatsu zapytał co chciałabym robić, pomyślałam o jednym – KARAOKE! Czym jest karaoke wiedzą wszyscy, a pochodzi właśnie z Japonii. Kara oznacza pusty, a Oke to skrót od wyrazu orkiestra. W Japonii karaoke różni się jedynie tym, że każda grupa znajomych ma osobny pokój. Reszta pozostaje bez zmian. Za wynajem takiego pokoju z karaoke zapłaciliśmy 600 jenów od osoby (19zł) + 100 (3zł) za nieograniczoną ilość napojów. Do picia zamówiłam ciekawy napój – Calpis. Smakował jak jogurt. Piosenki do wyboru były przeróżne. Rozmawiając z nimi wcześniej mówiłam, że lubię anime i Tatsu wybrał dla mnie piosenkę. L’arc en Ciel – Drivers High, ponieważ była również w anime GTO (Great Teacher Onizuka). I znów miałam ten moment, w którym wszystko wydawało mi się nieprawdziwe. Bo jak to jest możliwe, że jestem w Tokio na karaoke i śpiewam jedną z ulubionych piosenek? Śpiewaliśmy również Pixies, Queen i Deen- Hitori Janai (znam nawet część tekstu po japońsku bo leciała na koniec odcinka Dragon Ball GT).

Na koniec poszliśmy zobaczyć festiwal organizowany przez uniwersytet na którym studiuje Tatsu, ale kiedy tam przyszliśmy już wszyscy się zbierali a jego znajomi szli do baru. Tatsu musiał jechać do domu, bo przyjechał jego brat (obydwoje mieszkają w Tokio ale widzą się dwa razy do roku, bo brat pracuje w banku) ale stwierdził, że pójdziemy tam na chwilę bym mogła zobaczyć tradycyjny japoński bar. Izakaya to nazwa na to właśnie miejsce. Do siedzenia używa się podłogi tatami, stoły są bardzo niskie. Aby zamówić coś do picia trzeba zamówić także coś do jedzenia. Ale to żaden problem, Japończycy uwielbiają jeść. I wcale im się nie dziwię, jedzenie jest tutaj pyszne!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s